Macierzyństwo

W dusznej zieleni zagajnika, tuż pod parasolami paprociowych liści, słoneczne plamy bawią się w chowanego. Biegają to tu, to tam. Jedne kryją się w zagłębieniu traw, inne przesuwają się po pniach drzew. Ale część świetlistych centek nie rusza się, nie drgnie nawet wtedy, kiedy hałaśliwa sójka przeleci nad nimi z nieprzyjemnym skrzekiem. Ich tło wydaje się być bardziej aksamitne niż reszta podłoża, takie delikatne, miękkie. Cielak! Nakrapiane ubranko, w którym przyszedł zaledwie kilka godzin temu, skutecznie chroni go przed wścibskim wzrokiem. Nawet własnego zapachu nie ma, bo po co, żeby drapieżniki przyciągać? Posiedzi sobie w tej zielonej kryjówce kilka dni, a potem na miękkich jeszcze nóżkach powędruje za matką, podskubując od czasu do czasu słodkie źdźbła.
Nad polną drogą unosi się woń czarnego bzu. Dzięki niej nawet kurz wydaje się być mniej nieprzyjemny. Drobne, kremowe kwiaty zbierane w baldachy dadzą początek soczystym owocom. Tek niewielki krzew jest wyjątkowo przyjazny: tu zaglądają na posiłek ptaki i wszelki polny drobiazg, szukają schronienia zające, kuny i norniki. Wśród dojrzewających zbóż połyskuje czerwień maków, której towarzyszy błękit chabrów. Ale im bliżej do jeziora, tym robi się mniej przyjemnie: dotkliwiej dają o sobie znać komary i drobne czarne muszki. Nawet zima nie dała rady przetrzebić szeregów brzęczącej armii, żądne krwi owady wykorzystują każdą chwilę nieuwagi, żeby wpić się w skórę. Cały urok lata potrafią zepsuć! Nadwodne łąki, pożółkłe od kosaćców, kryją gniazda krzyżówek, głowienek, cyranek i całej reszty wodnego ptactwa. Tylko las daje chłód i wytchnienie. W gęstych zaroślach sosnowego młodnika przycupnęła sarna z młodym. Ledwo odchowała kolejne pokolenie, a tu za kila tygodni znów gody, taka kolej rzeczy. Dziki tez szukają chłodu w ocienionych zagajnikach, niby w lesie pożywienia nie brakuje, ale co szkodzi wieczorem wyskoczyć na pola i zbuchtować pobliskie uprawy?
W odległych, górskich rejonach, schowane przed całym światem, na świat przyszły wilczęta. Niedawno dopiero otworzyły oczy, al. Za kilka tygodni zaczną wyglądać już z gniazda. Ich matka, pięcioletnia wadera nie zdradzi pobytu dzieci, kiedy skończy je karmić mlekiem, w przepasanym żołądku przetransportuje dla niż pożywne mięso. Wychudła, zmęczona, ale szczęśliwa powędruje na polowanie, aby rzucić dzieciom cielę jelenia, lub dorosłą sarnę. Potem oparłszy trójkątny pysk na potężnych łapach, spod półprzymkniętych powiek będzie przyglądać się harcom szczeniaków. Jest czujna, byle szelest w krzakach, a na jej rozkaz małe nikną w ciemnym otworze podziemnego korytarza. Wilcza kryjówka może ciągnąć się wiele metrów pod powierzchnią ziemi, młode są w niej bezpieczne, ale kiedy zaczną wyglądać na świat, muszą się mieć na baczności. Nawet w najgłębszej kniei nic nie ukryje się przed rysiem. Wilki, najlepsi łowcy, zawołani selekcjonerzy, jako dorosłe osobniki mają wroga tylko w człowieku, ale bezbronne szczenięta są łakomym kąskiem dla tego rzadkiego drapieżnika. Ile jest wilków? Nikt nie wie. W poszukiwaniu najlepszych łowisk potrafią przemierzyć wiele kilometrów. Nie ma dla nich barier, nie ma granic. Tylko złe ręce człowieka mogą wyrządzić im krzywdę: ile razy wykradły z gniazda młode, albo założyły między drzewami druciane pęta, które potem zacisnęły się na dumnym karku. Niestety, w przyrodzie musi być równowaga: gdy człowiek nie szanuje zwierzęcia, zwierz nie będzie szanował człowieka: oko za oko, ząb za ząb. Za każde wykradzione szczenię- jedna owca z zagrody, za każdego dorosłego wilka, który skończył życie z ręki kłusownika – jedno cielę, albo źrebak. Tylko, że człowiek się poskarży, a wilk nie…
Oby w czerwcową noc, odbita echem od górskich stoków, jak najdłużej rozbrzmiewała wilcza pieśń.