Niekoniecznie zimowy sen

Powoli kończy się czas polowań zbiorowych na zwierzynę grubą i drapieżniki. Na długie miesiące zamilknie odgłos myśliwskiej sygnałówki wołającej myśliwych na zbiórkę. Apel „Na łowy”, ile wspomnień niosą ze sobą te dźwięki, ile zdobytych trofeów, przygód przeżytych w towarzystwie kolegów „po strzelbie”. Wprawdzie jeszcze przez ten miesiąc i następny będzie można polować zbiorowo na koguty bażanta, ale to już nie to samo. Nie w każdym łowisku występuje ten piękny ptak, nie każdemu dane jest mieć go na swoim rozkładzie. Pozostają samotne wyprawy w knieje. Polowanie na białej stopie, w pełni, ma swój urok niepowtarzalny urok. Styczniowa pełnia przypada tuż po Nowym Roku i skłania do refleksji zarówno nad tym co minęło, jak i nad tym co przyniosą nam kolejne miesiące.
Przyroda niby śpi pogrążona w zimowym letargu, ale tak naprawdę, to czuwa i tylko od czasu do czasu zdrzemnie się w pochmurny dzień. Sarnie rudle ciemnieją na polach. W śnieżnej scenerii białe fartuszki kóz wyglądają jak wycięcia w sukniach. Kozły paradują w nowych parostkach pokrytych delikatnym scypułem, trudno jeszcze określić, co który przywdział na łeb, ale mają jeszcze czas, dopiero za kilka miesięcy okaże się jakie z nich rogacze. Zbite w chmary jelenie rzadko opuszczają bezpieczne ostoje, przestrzeń nie jest dla nich kusząca, ale można je spotkać, kiedy w poszukiwaniu pożywienia wędrują z jednej kępy lasu do drugiej. Zatrzymują je jedynie uprawy rzepaku, które zgryzają zaspokajając głód. Byki wbrew utartym zwyczajom dołączyły do stad łań i młodzieży. Kroczą wśród nich niczym paniska, dostojnie kołysząc wieńcami; dwudziestak, szesnastak, dziesiątak… jeden po drugim. Jeszcze trochę, a zrzucą swój piękny ciężar z łbów i na jakiś czas zapomną o hierarchii w chmarze, ale nawet wtedy trudno im będzie odmówić dostojeństwa.  Zupełnie inaczej niż szalonym dzikom, dla których nie liczy się nic, oprócz jedzenia. Zapamiętale rozrzucają kopny śnieg, żeby dostać się do przemarzniętej zieleniny. Powaga? Stateczność? To nie dla nich, byle było do w gwizd włożyć! Wiercą się, kręcą, przepychają, co jakiś czas któryś rozpaczliwie zakwiczy. Ciemne Chyby pojawiają się to tu, to tam w nierównościach terenu, są wszędzie, gdzie można wygrzebać spod śniegu przemarznięte rzepakowe liście.
Szadź ciąży drzewom, przygina do ziemi gałęzie swym ciężarem. Krajobraz jak z andersenowskiej baśni, brakuje tylko Królowej Śniegu. Spod białego puchu sterczą suche łodygi jesiennych pozostałości. Kiedy głód  przyciśnie, to i one znikną w aksamitnych pyszczkach saren. Drobny ptaszek w szarym fraczku, z pomarańczowym fularem pod dziobem, uwija się wśród czerwonych owoców radośnie podśpiewując. Spektakl pt. „Kolor i dźwięk” w wykonaniu rudzika na trzmielinowej scenie nie ma wielu widzów. Wśród pni drzew mignęło miedziane futerko. Wiewiórka? Wbrew obiegowej opinii ruda wiercipięta wcale nie zasypia na zimę. Tylko od czasu do czasu, w pochmurny dzień, utnie sobie drzemkę w opuszczonym gnieździe sroki lub wrony. Flora zamarłą, w przeciwieństwie do części fauny, która mimo niełatwych warunków bytowania usiłuje przetrwać w surowej bieli. Kiedy pokrywa śnieżna utrudni dotarcie do choćby najdrobniejszych, życiodajnych okruszków, do akcji wkroczą ludzie. Zaproszą zwierzynę do paśników, podsypów i lizawek, sięgną do zapasów, które gromadzili jesienią i latem. Styczeń to surowy miesiąc, miesiąc próby, którą nie każdemu zwierzęciu będzie dane przetrwać. Zima, naturalny selekcjoner, wyśle na niebieskie pastwiska kilka sarn, młodego jelenia i trochę ptasiego drobiazgu. Żadne z nich nie będzie już musiało się martwić o pożywienie czy uciekać przed człowiekiem, a świętemu Hubertowi przybędzie podopiecznych.